“Joe Strummer - Niepisana przyszłość”

Tytuł oryginalny : Joe Strummer - The Future Is Unwritten
Gatunek: dokument/film muzyczny
Czas trwania: 123 min
Kraj produkcji: Irlandia/Anglia
Rok produkcji: 2007
Dystrybucja: Gutek Film
Polska premiera: 6 czerwca 2008

Joe Strummer przez jednych nazywany jest „Chrystusem rocka”, przez innych „małym krzykatym dupkiem”. Naprawdę nazywał się John Mellor i był liderem punkowej grupy The Clash z którą nagrał kilka płyt, które do dziś uchodzą za arcydzieła muzyczne.
Film dokumentalny The Future Is Unwritten w reżyserii Juliana Temple jest poruszającą historią życia tego wielkiego artysty, który stał się ikoną punk rocka i portretem wspaniałego, nietuzinkowego człowieka, który wciąż żyje w muzyce i pamięci swoich przyjaciół i wielbicieli.

Biografia Joe Strummera w reżyserii Juliana Temple to film w ktorym nie znajdziecie pustych treści i niepotrzebnego przepychu. Są w nim fragmenty koncertów The Clash, wywiadów z artystą, a także wypowiedzi przyjaciół i muzyków. Widzowie z zapartym tchem w piersiach będą obserwować wypowiedzi osób, które siedzą przy ognisku i w sposób bezpretensjonalny i swobodny wypowiadają się o Strummerze.

Jeśli chcecie poczuć prawdziwego ducha rock’n’rolla, to ten film jest zdecydowanie dla was.

Julien Temple o filmie

Dla mnie Joe Strummer – niezależnie od statusu rock’n’rollowej wielkości – był filozofem. Naprawdę przesączał życie i czasy, w których żyliśmy przez właściwy tylko sobie głęboki myślowy filtr. To, co mówił i jak myślał, dotyczyło przede wszystkim natury ludzkiej i wolności. To były jego dwa wielkie tematy, które poruszał i jako tekściarz, i w prywatnych rozmowach. To wielkie sprawy, które dziś często zamiata się pod dywan i nie chce się o nich ani myśleć, ani pamiętać. Często mawiał do mnie: „Wiesz, Julien, myślenie to dla mnie powód do tego, aby każdego dnia podnieść tyłek z łóżka”. I miał rację. Póki dane jest nam życie – powinniśmy myśleć.

Zdecydowałem się zrobić film o Strummerze właśnie dlatego, że to był świetny, myślący facet. Z jednej strony mój film opowiada o stracie, z drugiej jednak upamiętnia Joego i to, z czym się utożsamiał. Joe był buntownikiem, awanturnikiem. Ale z gatunku tych, którzy najpierw wszystko dokładnie sobie przemyśliwują, a później dopiero łamią zasady. Joe kochał łamać zasady… Ale łamał je wtedy, gdy uznał, że to ma sens i służy czemuś istotnemu. W jego naturze leżała sprzeczność i kluczową sprawą dla mnie jako reżysera było ukazanie tej sprzeczności w filmie.
Na samym początku istnienia The Clash, w 1976 roku, próbowałem nakręcić film o kapeli. Ale zacząłem się w tym czasie przyglądać poczynaniom Sex Pistols, podróżowałem z nimi i zaprzyjaźniłem się. Tak mnie to pochłonęło, że straciłem kontakt z chłopakami z The Clash. Później, przez jakieś 20 lat, trudno było nam nawiązać kontakt. Mimo tego, że zawsze kochałem ten zespół, podziwiałem ich muzykę i byłem pod wrażeniem tego, czego dokonali, nie mogłem się do nich na nowo zbliżyć, bo Joe trzymał dystans. Dlatego byłem naprawdę zszokowany, gdy dziesięć lat temu Joe stanął przed bramą mojego ogrodu. Szukał kogoś mieszkającego w Somerset i przypadkiem wpadł na mnie. Obaj byliśmy zaskoczeni. Zaprosiłem go wtedy do siebie, rozpaliliśmy wieczorową porą wspaniałe ognisko. On uwielbiał siedzieć przy ogniu i gadać, więc to było ognisko specjalnie dla niego. Próbowaliśmy wtedy unieść gorącym powietrzem balon, który konstruowałem. To był niesamowity wieczór. Od tego momentu zaczęła się między nami tworzyć silna więź. Zaprzyjaźniliśmy się i ta przyjaźń trwała aż do jego śmierci.